Zamek w Gościszowie (dawny Giesmansdorff), niedaleko Bolesławca, to jeden z licznych zabytkowych obiektów Dolnego Śląska, które zostały zniszczone podczas ostatniej wojny światowej. Natomiast po roku 1945 ludzka bezmyślność, niefrasobliwość i wieczna „niemożność” urzędów, a wreszcie niedoskonałość prawa doprowadziły do jego całkowitej ruiny. Odtwarzając i utrwalając dzieje zamku gościszowskiego i jego mieszkańców, pragniemy przynajmniej część historii uratować i zachować w ludzkiej pamięci. W tym przypadku, a także wielu innych, jest to już jedyny sposób na przetrwanie dziedzictwa śląskiej historii i sztuki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więcej o zamku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więcej o zamku. Pokaż wszystkie posty

Nieznana historia górnego dworu

Zrujnowane mury górnego dworu w Gościszowie nie były do tej pory badane, nie poświęcono im żadnej publikacji, nawet nie są wpisane do rejestru zabytków. Renesansowy obiekt, który w innym miejscu naszego kraju otoczono by należytą opieką niszczeje zapomniany. Dotychczas przyjmowano, że ten stan jest wynikiem zniszczeń wojennych, jednak relacja pana Michała Goli pokazuje zupełnie inny obraz wydarzeń:

Pałac znajdujący się w sąsiedztwie zabudowań Pana Stelmacha nie spłonął podczas wojny. Pamiętam ten budynek jak jeszcze były stropy, schody po których można było wejść na piętro. Urodziłem się w Gościszowie (1957 rok) i mieszkałem w niedalekiej odległości od tego pałacu. Pod oknem była płaskorzeźba, prawdopodobnie był to herb rodu, dość pokaźnych rozmiarów. Jak widać pozostało jedynie zagłębienie w murze. Mała ciekawostka. Z opowieści ojca wiem ,że jak przyjechali z Jugosławii to ten pałac nie był zniszczony. Z jego wnętrza przydźwigali do domu rodzinnego instrument muzyczny, prawdopodobnie był to fortepian. Nie wiem, nie pamiętam. Jakiś urząd z Bolesławca przyjechał i go zabrał (ktoś uprzejmie doniósł) Po naprawie ,strojeniu tego instrumentu chcieli go zwrócić, niestety nie za darmo, żądali dość pokaźnej kwoty. Wiadomo lata powojenne, brak pieniędzy i tak oto ten instrument pozostał gdzieś w Bolesławcu. Nigdy nie interesowałem się tym tematem. Czasami gdy odwiedzam rodzinę w Gościszowie to zaglądam do tego pałacu. Piszę pałac, bo naprawdę, był to piękny budynek. Niestety. Ludzie i czas zrobiły swoje.


Może znajdzie się jeszcze ktoś, kto ma wspomnienia związane z gościszowskimi zabytkami ? Proszę pisać na e-mail kontakt@zabytkidolnegoslaska.com.pl .

Herakles poszukiwany

Do odbudowy zamku w Gościszowie mógłby się przydać prawdziwy mitologiczny mocarz, chociaż i on by miał sporo pracy. My szukamy jego wyobrażenia z piaskowca, które kiedyś zdobiło folwarczny dziedziniec. Nie wszystkie elementy architektoniczne skradziono w ostatnim czasie. Część z rzeźb stojących w parku i przed fasadą pałacu zaginęła tuż po 1945 roku. Jedną z nich była piaskowcowa rzeźba przedstawiająca Heraklesa walczącego z Hydrą. Postać w dynamicznym skręcie ciała, zamachująca się maczugą, trzymaną w prawej ręce. Prawa stopa oparta na uniesionej głowie hydry, która ogonem oplata drugą nogę herosa. Postać jest naga, częściowo okryta draperią i skórą lwa, narzuconą na ramiona i głowę. Pochodziła prawdopodobnie z 1 poł XVIII w.


W tamtych czasach powszechną praktyką było przemieszczanie rzeźb w inne miejsca i być może tak właśnie się stało z gościszowskim Heraklesem. Świadczy o tym brak jakichkolwiek śladów już w latach pięćdziesiątych. W podobny sposób zniknęły rzeźby Joanny d’Arc oraz Ludwika XIV pochodzące z XVIII wieku. Nic nie wskazuje, aby zostały zniszczone w ten sam sposób jak rzeźby umieszczone na moście w parku.

Być może ktoś z was widział tego Heraklesa w zupełnie innym miejscu. Może zdobi on jakiś park, otoczenie pałacu w innej części Polski, a może nawet prywatną posesję. Powrót rzeźby do Gościszowa nie wchodzi w rachubę, ale jej odnalezienie pomogło by poznać kawałek powojennej historii zamku. Jeżeli nie została zniszczona może być jednym z niewielu ocalałych zamkowych elementów. Wystarczy się tylko rozejrzeć wokół siebie…

Duch miejsca

W obliczu ostatnich aktów wandalizmu i ogólnej sytuacji zamku w Gościszowie warto zacytować list barona Egglinga, ostatniego właściciela zamku, do pani Małgorzaty Stankiewicz, którego pogodne spojrzenie kontrastuje z brutalną rzeczywistością. Być może winni całej tej sytuacji pogrążą się w zadumie nad tymi słowami:

Kupiłem teraz bardzo piękny dom, w samym środku lasów i postanowiłem, ze będzie to ojczyzna moich dzieci, którym życzę, a także wszystkim innym, aby one nigdy nie musiały opuszczać ojczyzny, bez własnej winy. Bardzo się cieszę, że Pani kocha Śląsk i jego starą historię i że dla Pani ten kraj stał się prawdziwą ojczyzną, której my wszyscy potrzebujemy i chcielibyśmy aby zawsze była wolna.

Proszę mi wybaczyć, że gdybym był w Gościszowie, to chętniej bym patrzył na góry, lasy i pola niż na ruiny, które dla mnie cały czas jeszcze są pełne życia, tak długo dopóki starczy życia./…/ To są moje wspomnienia, które liczą sobie już 345 lat i prawie każdego dnia jestem tam, tak długo dopóki będę żył. Może, gdy juz umrę, mój duch będzie się czasami tam w zamku przechadzał, mam w każdym razie taką nadzieję, a on jest tam także teraz. Częściej tam niż tu i wraz z nim są duchy wszystkich posiadaczy Gościszowa, których krew płynie w moich żyłach. Powinna Pani też wiedzieć, jakie to wielkie szczęście, mieć ojczyznę, w której są zapuszczone korzenie. Tego życzę teraz także Pani i jestem wdzięczny, że po tych latach, nieszczęśliwych dla mojego narodu i mojej rodziny, pozostaje człowieczeństwo, które jest w Europejczykach, które wrosło w europejską kulturę i oni to pielęgnują i chcą zachować. To jest moje małe podziękowanie dla Pani, dla Pani narodu i wszystkich ludzi, którzy myślą tak jak Pani.


Jak nie ratowano zamku

Krajobraz po bitwie.

Zamek w Gościszowie przez wieki omijały klęski żywiołowe oraz najazdy obcych wojsk, które mogły zniszczyć tą budowlę. Rozbudowywany, stale upiększany i trwał w niezmienionej postaci aż do 1945 roku, kiedy został zniszczony przez przypadkowy nalot niemieckiego lotnictwa. Zginęły zgromadzone dzieła sztuki, runęły dachy i część sklepień, ale mury przetrwały w dość dobrym stanie. Najgorsze miało dopiero nadejść. W 1955 roku zostały przeprowadzone na terenie ruin pierwsze prace konserwatorskie podczas których zabezpieczono wypalone mury. 16.12.1958 roku zamek został wpisany przez WKZ do rejestru zabytków, a w uzasadnieniu podano że jest to budowla o „dużych wartościach artystycznych i historycznych”. Rok później (1959r.) została przeprowadzona inwentaryzacja zlecona przez WKZ podczas której wykonano rzuty architektoniczne przyziemia, a obiekt został zakwalifikowany jako zabytek I kategorii. W 1965 roku przeprowadzono kolejne prace zabezpieczające udostępniając obiekt jako „trwałą ruinę”. W połowie 1977 r., na zlecenie W.K. P.K.Z. studenci Politechniki Wrocławskiej w ramach praktyk wakacyjnych wycinają całą roślinność, dokonują pierwszych dokładnych pomiarów. Prace zakończono w 1978 r. pełną inwentaryzacją oraz studium historyczno-konserwatorskim (Raport nr 63) wykonanym przez Instytut Historii Architektury, Sztuki i Techniki Politechniki Wrocławskiej (praca zbiorowa Brzezowski, A.Gabryszewski). Wykonano pierwsze pomiary i plany kondygnacji, a także plany adaptacji i udostępnienia dla turystów. Przed 1978 r., studenci wydziału Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego, podczas programowego objazdu , zabezpieczają kilka kamiennych fragmentów rzeźb barokowych.. W 1977 r. powstaje dokumentacja fotograficzna na potrzeby pracy seminaryjnej, pisanej na wydziale historii sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego. Na przełomie 1979/80 roku powstaje pełna dokumentacja fotograficzna na potrzeby pracy magisterskiej, pisanej na wydziale historii sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego.

Okazuje się, że w czasach PRL-u o zamek dbano wyjątkowo na tle innych budowli. Wprawdzie nie przeprowadzono odbudowy, ale prace z tego okresu są ostatnimi jakie wykonano na jego terenie. Brzmi to kuriozalnie i niewiarygodnie, ale najgorsze miało dopiero nadejść wraz z upadkiem dawnego ustroju.


Nowe czasy na zamku, nowe możliwości.

Zmiany ustrojowe w kraju, przełożyły się również na służby konserwatorskie. Nowym Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków w Jeleniej Górze, został Wojciech Kapałczyński. W Polsce Ludowej, kupno zabytku było praktycznie niemożliwe. Teraz, zupełnie odwrotnie, każdy mógł kupić sobie dwór, pałac czy nawet średniowieczny zamek i zostać jego Panem. Mało kto zastanawiał się wówczas nad realnymi kosztami związanymi z remontami, odbudową czy jedynie utrzymaniem takiej budowli. Zmiana ustroju spowodowała „uwolnienie” zabytków. Nikt nie sprawdzał specjalnie intencji, a zwłaszcza możliwości finansowych, nowych właścicieli. Każdemu sprzedającemu przyświecał jeden, jedyny cel – samemu uwolnić się od zabytku. I tak gmina Nowogrodziec, podobnie jak wiele innych gmin w Polsce, postanowiła uwolnić się od ruin zamku w Gościszowie. Jedynym problemem w całym przedsięwzięciu, było uzyskanie zgody ówczesnego Generalnego Konserwatora Zabytków, Tadeusza Zielniewicza, który ostatecznie przychylił się do wniosku gminy Nowogrodziec. 20.09.1992 roku przeniesiono własność ruin na działce nr 405/17 w Gościszowie na osobę prywatną. Akt notarialny z dn.14.04.1993 r. (Księga Wieczysta Nr 16225). Nowy właściciel otrzymał wytyczne konserwatorskie w postanowieniu nr 71-92, sygn. 5345-2618-92. We wniosku napisał, że „chce odbudować zamek i nadać mu poprzedni wygląd”.

Po czasie okazało się to fikcją, a 07.06.1993 r. wykonano fotografię, na której widać już brak kolumnowego obramowania klasycystycznego na dziedzińcu wewnętrznym. Prawdopodobnie zostało skradzione. W końcu 1995 roku do Państwowej Służby Ochrony Zabytków w Jeleniej Górze zostaje skierowane pismo na które 05.01.1996 odpowiada Wojewódzki Konserwator Zabytków p. Wojciech Kapałczyński:

W odpowiedzi na Pani pismo z dn. 20.XII.95 r. informujemy, że za zgodą Generalnego Konserwatora Zabytków, w dn. 20.09.92 r. wyrażono zgodę na przeniesienie własności ruin zamku w miejscowości Gościszów gm. Nowogrodziec usytuowanego na działce nr 405/17 o pow. 0,54 ha wpisanego do rejestru zabytków decyzją WKZ z dn. 16.XII.58 r. nr. rej. 451 stanowiącego własność Państwa na rzecz osoby fizycznej. Obecnym jej właścicielem jest Pan Stanisław M. zam…. Spisano na tę okoliczność Akt Notarialny w dn. 14.04.1993 r. i zarejestrowano w Księdze Wieczystej nr 16225. Jest on obecnie prawnym właścicielem w/w obiektu. WKZ określił postanowieniem nr 71/92 w dn. 14.09.92 r. wytyczne konserwatorskie. We wniosku Pan M. napisał, że chce odbudować zamek i nadać mu poprzedni wygląd. Wytyczne WKZ w załączeniu.

Informujemy, że od czasu sprzedaży dokonaliśmy kilku inspekcji stanu zachowania zamku w Gościszowie. W wyniku tego stwierdziliśmy, że właściciel przeprowadził częściową wycinkę samosiewów oraz zabezpieczył wejście na teren zamku przed osobami postronnymi. Jednakże prace były przeprowadzone dorywczo, a niefachowe zabezpieczenie (drzwi, wrota) zostały zniszczone przez miejscowych chuliganów.

W dniu 25.09.95 wszczęto postępowanie administracyjne w sprawie nakazania zabezpieczenia zamku przed osobami postronnymi oraz nakazano usunięcie reszty samosiewów z muru oraz terenu zamku jak również nakazano przeprowadzenie prac zawartych w postanowieniu nr 71/92.

W dn. 4.10.95 r. WKZ w Jeleniej Górze zwołał spotkanie na terenie zamku z przedstawicielami Urzędu Rejonowego z Bolesławca oraz właścicielem zamku. Obecni stwierdzili, że właściciel nie wykonał wytycznych konserwatorskich zawartych w postanowieniu z dn. 14.09.92 r. w tym nie opracował dokumentacji w postaci ekspertyz technicznych i projektów zabezpieczeń fragmentów murów i sklepień zagrożonych katastrofą budowlaną. Właściciel w niewielkim stopniu dokonał wycinki samosiewów. Z oświadczenia właściciela wynika, że powodem opieszałości i nie wykonania zaleceń są utrudnienia z powodu braku dojazdu oraz złośliwe kradzieże zgromadzonego materiału budowlanego przez sąsiadów. Pan M. poinformował również o kradzieży detali architektonicznych (opaski wokół okien z piaskowca) oraz zasypywaniu fosy śmieciami.

WKZ oraz inspektor Urzędu Rejonowego stwierdzili, że po otrzymaniu wniosku wyraża zgodę na wycięcie rosnącego jesiona zagradzającego dojazd. Pan M. oświadczył, że zabezpieczył kamienny kartusz. W dn. 7.10.95 r. WKZ wydał pozwolenie nr 10/95 wykonania wszystkich zaleceń zawartych w postanowieniu nr 71/92 z dn. 14.09.92 r. w terminie do 30.06.96 r.

Zdaniem WKZ Pan M. nie jest w stanie wykonać w/w prac ze względu na podeszły wiek (około 80 lat) oraz brak odpowiedniego zabezpieczenia finansowego.

Procedura anulowania sprzedaży jest trudna a jej pozytywny efekt w dużej mierze zależy od nastawienia właściciela.

Wydaje nam się, że należy wystąpić do Pana M. z propozycją odsprzedaży. Takie rozwiązanie może być najszybsze.

W przypadku dalszej zwłoki w wykonywaniu naszych poleceń spróbujemy wystąpić do Urzędu Rejonowego o odebranie obiektu.

Rozbrajająca szczerość konserwatora, opisującego właściciela zamku, zdumiewa. Minęły 4 lata od sprzedaży obiektu panu M. i nagle zostaje zauważony jego podeszły wiek oraz brak zabezpieczenia finansowego. Czym w takim razie kierowano się wyrażając zgodę na zakup 4 lata wcześniej ? W jakim celu sprzedano zamek, znając możliwości właściciela, jeżeli po czasie okazuje się, że gmina chce go odzyskać ? W tym czasie skradziono górną część portalu oraz kilka innych elementów architektonicznych. Konserwator zabytków dnia 12.12.1996 r. pisze więc pismo do właściciela:

W związku z licznymi interwencjami na temat bezkarnego wykradania cennych kamiennych detali architektonicznych (o czym Wojewódzki Konserwator Zabytków wielokrotnie wcześniej Pana informował) w zabytkowym zamku w Gościszowie, który jest Pana własnością, żądam podjęcia stanowczych środków w celu uniemożliwienia dalszej dewastacji obiektu i zabezpieczenia otworów przed dostępem osób postronnych.

Konieczność otoczenia opieką obiektu zabytkowego jest Pana obowiązkiem jako właściciela wynikającym z art. 25 ustawy o ochronie dóbr kultury i o muzeach z dnia 15 lutego 1962 r. (Dz. U. Nr 10 poz. 48 z późniejszymi zmianami) i pociąga za sobą konsekwencje karne określone w art. 78 cytowanej ustawy.

W przypadku nie zastosowania się do powyższych zaleceń będę zmuszony wszcząć stosowne postępowanie administracyjne w trybie nakazu prokuratorskiego.

Proszę o szybką odpowiedź.

Sytuacja pozostaje bez zmian, a mieszkańcy donoszą w liście, że na terenie zamku trwają „poszukiwania skarbów”. Podobno bez rezultatu.

Ratunek z Niemiec ?

Rok później w Gościszowie zjawiają się goście z Niemiec, zainteresowani kupnem zamku oraz terenów przyległych. Zostają przyjęci przez miejscowe władze, a wkrótce piszą także list:

Szanowny Panie Burmistrzu Szczerbień.

Niniejszym chcielibyśmy jeszcze raz podziękować za uprzejme przyjęcie w budynku Pańskiego urzędu w dniu 24.04.1997 r. Poinformowaliśmy Pana, że pani Stankiewicz z ………., która zna pana K., napisała swoją pracę magisterską o wyżej wymienionym pomniku kultury. Pan K. pochodzi z Gościszowa i dlatego jest osobiście zainteresowany uratowaniem ruiny zamkowej, posiadającej wartość kulturalno-historyczną. Współpracował on z panem H. przy różnych projektach w Niemczech i miał możliwość objaśnienia mu swojej propozycji uratowania ruiny zamkowej przed całkowitym zniszczeniem. Przed rozmową z Panem, w towarzystwie pani Stankiewicz przedstawiliśmy tę propozycję panu konserwatorowi Kapałczyńskiemu w Jeleniej Górze. Pan Kapałczyński odniósł się do propozycji pozytywnie i pośredniczył w zorganizowaniu rozmowy z Panem, w czasie której, dzięki Bogu tłumaczył ksiądz T. z Ocic. Na podstawie rysunku i modelu w skali 1:500 przedstawiliśmy Panu naszą ideę zachowania ruiny zamkowej. Aby powstrzymać dalsze zniszczenie trzeba najpierw pilnie usunąć śmieci, gruz, roślinność. Następnie resztki ruiny – o ile będą się nadawały do stabilizacji – trzeba w możliwie powściągliwy sposób zadaszyć, przy czym to co stare i nowe powinno się wyraźnie odznaczać. Koszty tych środków zaradczych są znaczne. Niepaństwowe środki pieniężne będzie można jednak zdobyć tylko wtedy, jeżeli będzie możliwe użytkowanie przez prywatnego przedsiębiorcę, który ożywi na nowo ruinę zamkową wraz z należącymi do niej oficynami. Nasuwa się tutaj ewentualne wykorzystanie obiektu jako hotelu golfowego, który jednak ma oczywiście zapotrzebowanie na dodatkową niezabudowaną przestrzeń w bezpośredniej bliskości o powierzchni do 100ha. Budowa i eksploatacja takiego zakładu stworzyłaby dodatkowe miejsca pracy na terenie Pańskiego urzędowania. Zechciał Pan być tak uprzejmy, żeby podjąć negocjacje z obecnym właścicielem ruiny zamkowej w sprawie zwrotu do gminy oraz dowiedzieć się wstępnie u mieszkańców tego terenu odnośnie jego zwolnienia i dokupienia potrzebnych powierzchni.

Jeżeli będą występowały wymagane przesłanki, wówczas nawiążemy kontakt z inwestorami i osobami, które poprowadziłyby to przedsięwzięcie.

Mamy nadzieję, że jest to początek prawdopodobnie długotrwałego procesu przywracania do życia przy doradztwie i opiece, sprawowanej w zakresie historii i sztuki przez pana konserwatora Kapałczyńskiego i panią Stankiewicz.

Światełko w tunelu ? Ton wypowiedzi gości zza zachodniej granicy jest pełen optymizmu, a ich wizje śmiałe. Wydaje się, że zostali przyjęci z otwartymi rękami i umysłami. Jest mowa również o folwarku, gdzie planowany jest hotel. W tym samym czasie, kiedy rozmawia się o przyszłości tego miejsca, przed główną fasadą zamku powstaje dwupiętrowy dom jednorodzinny. Kto wydał pozwolenie na budowę w tym miejscu ? Kto opiniował to pozwolenie w zakresie konserwatorskim ? Wygląda na to, że ci sami ludzie, którzy tak przychylnie przyjmowali inwestorów i ratowali zamek. Rozdwojenie jaźni ?

W dniu 07.01.1998 r. do WUOZ w Jeleniej Górze zostaje skierowane kolejne pismo, którego ton jest niepokojący. Wygląda na to, że wymagania inwestorów przerosły urzędników i napotkały jakieś niespotykane przeszkody bo zapanowała cisza:

Ponownie zwracam się do Pana z prośbą o wiadomość na temat aktualnego stanu prawnego zamku w Gościszowie. Rozumiem, że sprawa może być skomplikowana, ale nie rozumiem dlaczego tak długo nie otrzymujemy żadnej informacji na ten temat. Panowie H.Ch.K. i H. ponownie zwracają się za moim pośrednictwem z tym pytaniem uważając tę opieszałość za złą wolę.

Po blisko półrocznym milczeniu, Wojewódzki Konserwator Zabytków w Jeleniej Górze, p. Wojciech Kapałczyński udziela odpowiedzi w piśmie z dnia 29.06 1998 r., w którym czytamy: -

Wojewódzki Konserwator Zabytków informuje, że sprawa wywłaszczenia obecnego właściciela nie jest sprawą prostą.

Pan M. nie jest w stanie wykonać prac zabezpieczających i remontowych ze względu na podeszły wiek oraz brak odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Wielokrotnie proponowaliśmy mu sprzedaż zamku ale nie wyraża na to zgody.

W dniu 23.03.1998 r. otrzymał upomnienie stosowna do art. 15 ustawy z 17 września 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji z poleceniem zabezpieczenia obiektu w ciągu 60 dni, oczyszczenia murów z samosiewów oraz wiele innych prac. Termin wykonania do 30.06.96 r.

Według naszego rozeznania dotąd nie podjęto żadnych prac. Po upłynięciu terminu zostanie wszczęte przeciwko obecnemu właścicielowi postępowanie egzekucyjne.

Przedmiotową sprawą zaniepokojone są również władze Urzędu Gminy i Miasta Nowogrodziec.

W dniu 12.05.98 r. zostaliśmy powiadomieni przez Burmistrza Gminy i Miasta o okradaniu zamku z elementów zabytkowych m. in. barierek ogrodzeniowych z piaskowca. O powyższym fakcie powiadomiliśmy Komendę Policji Rejonowej w Bolesławcu oraz Prokuraturę Rejonową w Bolesławcu o dokonaniu przestępstwa.

Naszym zdaniem Pani zeznania odnośnie stanu zamku z przed lat oraz znajomość z potomkami właścicieli zamku może ułatwić żmudny proces odebrania przedmiotowej nieruchomości i przekazania jej ponownie na rzecz Urzędu Gminy w Nowogrodźcu.

Koniec pobłażania ?

Zaniepokojenie, prośby, upomnienia, a zamek stopniowo znika. Znowu jest mowa o kradzieżach, ale najgorsze dopiero ma nadejść. 12 kwietnia 2002 r. Towarzystwo Opieki nad Zabytkami oddział w Lwówku Śląskim składa doniesienie do Komendy Powiatowej Policji w Bolesławcu:

Informujemy, że dnia 11 kwietnia br. podczas rutynowej kontroli stanu zabytków we wsi Gościszów (gmina Nowogrodziec, powiat Bolesławiec), stwierdziliśmy kradzież wielu kamiennych detali architektonicznych z ruin gotycko-renesansowego zamku i terenu doń przylegającego. Skradzione elementy to: kolumny, półkolumny, profilowane i proste opaski okienne, portale, stopnie schodowe, bazy i głowice kolumn, płyty posadzkowe, balustrady, fragmenty rzeźb oraz obudowa fontanny, która znajdowała się na prywatnej (?) posesji. Prosimy o szybką interwencję w tej sprawie. Ponadto stwierdziliśmy kradzież portali z ruin tzw. Górnego Dworu, znajdującego się we wschodniej części wsi, po lewej stronie drogi, tuż za nieużytkowanym stawem.

Podobne pismo 12 kwietnia 2002 skierowano do Służby Ochrony Zabytków delegatura w Jeleniej Górze:

Informujemy, że dnia 11 kwietnia br. podczas rutynowej kontroli stanu zabytków we wsi Gościszów (gmina Nowogrodziec, powiat Bolesławiec), stwierdziliśmy kradzież wielu kamiennych detali architektonicznych z ruin gotycko-renesansowego zamku i terenu doń przyległego. Ślady i próby kradzieży noszą również fragmenty renesansowego portalu głównego i balustrada na moście. Ponadto odkopany został jeden z nielicznych zachowanych portali wewnątrz zamku (na zdjęciu). W związku z tym mając na uwadze dobra ww. zabytków ruchomych wnioskujemy o ich natychmiastową ewakuację. Koszty związane z demontażem i przewiezieniem opisanych zabytków zamkną się w kwocie 150 złotych. Liczymy na szybką reakcję w tej sprawie.

Towarzystwo Ochrony Zabytków z Lwówka Śląskiego zaproponowało ratunek tego co pozostało, a nawet wyceniło koszt tej operacji na 150 złotych! Detale warte dziesiątki tysięcy złotych zostały jednak na swoim miejscu. Jak się wkrótce okaże, nie na długo. Tymczasem Wojewódzki Oddział Ochrony Zabytków we Wrocławiu – delegatura w Jeleniej Górze podejmuje radykalne kroki kierując 30 kwietnia 2002 pismo do pana Piotra Romana – Starosty Bolesławieckiego z wnioskiem o wywłaszczenie właściciela:

Wojewódzki Oddział Ochrony Zabytków we Wrocławiu – delegatura w Jeleniej Górze na podstawie przeprowadzonych inspekcji konserwatorskiej oraz interwencji otrzymanych od Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Lwówku Śląskim, informuje, że zabytkowy zamek w Gościszowie (gm. Nowogrodziec), stał się przedmiotem licznych aktów dewastacji i kradzieży zabytkowych, cennych renesansowych elementów kamiennego wystroju architektonicznego. O faktach kradzieży i dewastacji mających miejsce na terenie zamku informowaliśmy już Starostwo pismem z dnia 20.03.2001 (l.dz. 5345/809/01). Ta wysoce niekorzystna i niedopuszczalna z punktu widzenia zasad i celów ochrony zabytków sytuacja wynika z braku jakiejkolwiek opieki nad zabytkiem ze strony prywatnego właściciela obiektu, Pana Stanisława M., zam …….

Dotychczasowe działania administracyjne podejmowane w stosunku do właściciela m in. nakaz wykonania prac zabezpieczających na terenie obiektu (decyzja WKZ nr 10/95 z dnia 7.10.1995 r.) nie przyniosły żadnych pozytywnych rezultatów. Zamek w dalszym ciągu pozostaje niezabezpieczony i ogólnie dostępny, co umożliwia jego swobodną penetrację elementów przestępczych.

W tej sytuacji działając na mocy art. 33 i 34 ustawy z dnia 15 lutego 1962 r. o ochronie zabytków (tekst jednolity Dz. U. nr 98 z 1999 r. poz. 1150 z późniejszymi zmianami), zmuszony jestem wystąpić do Pana Starosty z wnioskiem o wszczęcie procedury wywłaszczeniowej i przejęcie zabytku na rzecz Skarbu Państwa.

Odpowiedź nadchodzi dość szybko. Starostwo w Bolesławcu zgadza się na podjęcie kroków prawnych mających na celu wywłaszczenie właściciela zamku, ale stawia warunki, które są zgodnie z prawem wymagane przy tego typu działaniu:

W związku z pismem l. dz. 5330/1185/02 z 30.04.2002 roku, dotyczącym wszczęcia postępowania o wywłaszczenie na rzecz Skarbu Państwa ruin zamku położonego na działce nr 405/17 w Gościszowie, gmina Nowogrodziec, obecnie stanowiącej własność Stanisława M. zam……, informuję że zgodnie z art. 112 ust. 3 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (tj. Dz. U. z 2000 roku Nr 46, poz. 543), wywłaszczenie nieruchomości może być dokonane, jeżeli cele publiczne nie mogą być realizowane w inny sposób niż przez pozbawienie albo ograniczenie praw do nieruchomości, a prawa te nie mogą być nabyte w drodze umowy zawartej po przeprowadzeniu rokowań, które winny poprzedzić wszczęcie postępowania. Oznacza to, że pozbawienie prawa własności nieruchomości może zostać dokonane dopiero po wyczerpaniu wszystkich innych środków przewidzianych ustawami a mogącymi doprowadzić do osiągnięcia skutku, który zakłada się wszczynając postępowanie wywłaszczeniowe. W szczególności istotne są działania podjęte przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w oparciu o kompetencje wynikające z art. 30, 31 oraz art. 28 i 32 ustawy z dnia 15 lutego 1962 r. o ochronie dóbr kultury, (t.j. Dz. U. z 1999 roku nr 98, poz. 1150 z późn. zm.) Z unormowania tego wynika, iż wojewódzki konserwator zabytków , uznawszy potrzebę przeprowadzenia konserwacji zabytku może, działając w porozumieniu z organami nadzoru budowlanego, nakazać właścicielowi zabytku nieruchomego dokonanie robót konserwatorskich w określonym terminie doręczając mu stosowny nakaz. Właściciel obiektu zabytkowego powinien w terminie jednego miesiąca od dnia doręczenia stosownego nakazu oświadczyć na piśmie, czy wykona nakazane roboty we własnym zakresie i na własny koszt.

Ustawa o ochronie dóbr kultury przewiduje w dalszej kolejności możliwość wydania decyzji o wykonaniu zastępczym robót ze środków państwowych. Może to nastąpić, gdy właściciel nie złoży oświadczenia w przedmiocie wykonania robót konserwatorskich lub nie rozpocznie, bądź nie skończy robót w wyznaczonym terminie, albo też jeżeli prowadzi roboty w sposób opieszały, wykluczający zakończenie robót w wyznaczonym terminie. Decyzja wojewódzkiego konserwatora zabytków jest natychmiast wykonalna.

Dochodzenie kosztów związanych przeprowadzeniem wymienionych prac odbywa się w trybie przepisów o egzekucji administracyjnej świadczeń pieniężnych. Na wniosek wojewódzkiego konserwatora zabytków wierzytelność Skarbu Państwa z tytułu opisanych robót podlega zabezpieczeniu w formie hipoteki przymusowej. Minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego w uzasadnionych przypadkach, a w szczególności jeżeli roboty konserwatorskie nie przynoszą korzyści z punktu widzenia gospodarczego, może uznać wyłożone przez Państwo koszty w całości lub części za dotację bezzwrotną.

Proszę zatem o dostarczenie pełnej dokumentacji z postępowania prowadzonego przez Służbę Ochrony Zabytków, dotyczącego przedmiotowej nieruchomości w zakresie wyżej opisanym.

Ponadto proszę o dostarczenie następujących danych i dokumentów dotyczących przedmiotowego obiektu, a umożliwiających rozważenie zasadności wszczęcia postępowania z urzędu na podstawie powołanej wyżej ustawy o gospodarce nieruchomościami.:

- oznaczenie nieruchomości przez podanie numeru działki, położenia i powierzchni,

- pełnego odpisu z księgi wieczystej,

- wypisu i wyrysu z ewidencji gruntów i budynków,

wypisu i wyrysu z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego,

Dodatkowo proszę o przedstawienie i udokumentowanie innych okoliczności mogących mieć istotne znaczenie w sprawie:

- dokładne określenie celu publicznego, na jaki nieruchomość miałaby być przejęta i sposobu jego realizacji, wraz ze wskazaniem środków na to potrzebnych, a także o ich zabezpieczenie.

- przedstawienie szczegółowego uzasadnienia przesłanek wpisu tego obiektu do rejestru zabytków, bowiem w decyzji KL V – 1/46/58 z 16.12.1958 roku prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu organ ograniczył się jedynie do ogólnikowego wskazania „dużych wartości artystycznych i historycznych”. W szczególności proszę o podanie, czy przedmiotowa budowla może spełniać warunki, o których mowa w § 6 ust. 1 rozporządzenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dn. 6.09.2000 roku w sprawie zasad wykorzystania zabytków nieruchomych na cele użytkowe oraz zasad i trybu przyznawania dotacji z budżetu państwa przeznaczonych dla użytkowników zabytków prowadzących prace remontowe i konserwatorskie przy zabytkach (Dz. U. nr 86 poz 964) to znaczy, czy ze względu na swoje walory historyczne, artystyczne lub konieczność przeprowadzenia złożonych pod względem technologicznym prac może zostać objęty krajowym programem konserwacji.

Powyższe dane winny zostać dostarczone w ciągu 21 dni od dnia otrzymania niniejszego pisma pod rygorem pozostawienia wniosku bez rozpatrzenia.

W międzyczasie 10 czerwca 2002 roku sprawa kradzieży zostaje umorzona, a uzasadnieniem jest brak wykrycia sprawców. Szybkie śledztwo i szybkie jego zakończenie:

Postanowienie:

o umorzeniu dochodzenia w sprawie kradzieży elementów ruin zamku w Gościszowie, stwierdzonej w dniu 11.04.2002 r. przez Towarzystwo Opieki nad Zabytkami w Lwówku Śląskim t.j. o czyn. z art. 278§1 kk wobec niewykrycia sprawców przestępstwa.

Uzasadnienie:

W dniu 25.04.2002 r. Komisariat Policji w Nowogrodźcu został pisemn. przez Towarzystwo Opieki nad Zabytkami w Lwówek Śląski o stwierdzonej kradzieży fragmentów balustrad, stopni, portali, kolumn, rzeźb, głowic kolumn z terenu ruin zamku w Gościszowie. W powyższej sprawie przeprowadzono szereg czynności takich jak rozpytano mieszkańców, dokonano penetracji i sprawdzeń posesji wsi Gościszów. Czynności te jednak nie doprowadziły jednak do ustalenia sprawców kradzieży i odzyskania zabytkowych przedmiotów. Mając powyższe na uwadze postanowiono umorzyć dochodzenie w tej sprawie z uwagi na niewykrycie sprawców kradzieży. Z chwilą ustalenia nowych istotnych dowodów w tej sprawie dochodzenie zostanie podjęte do dalszego prowadzenia.

Klęska. Starosta kompromituje konserwatora.

Dnia 26.08.2002 r. Wydziale Geodezji, Katastru i Nieruchomości Starostwa Powiatowego w Bolesławcu zostało zorganizowane spotkanie dotyczące wszczęcia postępowania o wywłaszczenie na rzecz Skarbu Państwa ruin zamku w Gościszowie.

Protokół ze spotkania w sprawie wniosku Wojewódzkiego oddziału Ochrony Zabytków Delegatura w Jeleniej Górze, ul. 1 maja 23, 58-500 Jelenia Góra o wywłaszczeniu na rzecz Skarbu Państwa ruin zamku położonego na działce nr 405/17 w Gościszowie, gmina Nowogrodziec, obecnie stanowiącej własność Stanisława M. zam…….

Spotkanie odbyło się w Wydziale Geodezji, Katastru i Nieruchomości Starostwa Powiatowego w Bolesławcu, pok. 610 o godz. 12.00.

W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele:

- Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków Delegatura w Jeleniej Górze, ul 1 Maja 23, 58-500 Jelenia Góra – Wojciech Kapałczyński,

- Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Plac Wolności 22, 59-600 Lwówek Śląski – Arkadiusz Gutka – Prezes Zarządu Oddziału,

- Krystyna M. – córka właściciela, która oświadczyła, że ze Stanisławem M. nie można nawiązać kontaktu, z powodu wylewu. Dlatego też nie mógł on stawić się w dniu dzisiejszym.

Spotkanie prowadził Marek Śledziona – podinspektor w Wydziale Geodezji, Katastru i Nieruchmości Starostwa Powiatowego.

W toku spotkania ustalono że:

Stanisław M., właściciel ww. nieruchomości nie uczynił zadość obowiązkom wynikającym z wytycznych konserwatorskich, nr 71/92, sygn. 5345/2618/92 z 14.09.1992 r. a co winien uczynić jako właściciel obiektu zabytkowego.

Właściciela wielokrotnie wzywano do podjęcia właściwych prac, jednak nie zastosowano żadnych środków przymusu (grzywien, wykonania zastępczego) w celu wymuszenia na nim wykonania tych obowiązków.

W konsekwencji niedopuszczalne jest w tym stanie sprawy wszczynanie przez Starostę Bolesławieckiego postępowania administracyjnego zmierzającego do przymusowego przejęcia przez Skarb Państwa przedmiotowej nieruchomości. Nie zwalnia to jednak właściciela z obowiązku dokonania nałożonych na niego prac.

W przypadku zaś gdy zastosowanie środków egzekucyjnych w szczególności 30,31 oraz art. 28 i 32 ustawy z dnia 15 lutego 1962 roku o ochronie dóbr kultury nie przyniesie zakładanych skutków, Starosta o ile otrzyma szczegółowe dane dotyczące sposobu zagospodarowania nieruchomości oraz potrzebne na to środki, ponownie rozważy zasadność i celowość podjęcia postępowania wywłaszczeniowego.

Spotkanie zakończono 13.00.

Protokół odczytano.

Po 6 latach obiecywania i odgrażania, okazuje się, że był to czas zmarnowany. Przez te lata nie wykonano żadnego kroku aby doprowadzić do wywłaszczenia właściciela zamku, a obietnice zawarte w odpowiedziach były w świetle prawa bez pokrycia. W tym czasie zamek został dosłownie spustoszony przez złodziei, którzy jak gdyby nigdy nic wynosili z niego co chcieli przy biernej postawie policji, mieszkańców i konserwatora zabytków. W międzyczasie zmarł pan M. i od tego czasu już nikt się ruinami nie interesował. Niestety, (nauczony doświadczeniem) pouczony przez Starostę Bolesławieckiego Wojciech Kapałczyński, w dalszym ciągu nie skorzystał z przysługujących mu uregulowań prawnych i dzisiaj, w 2011 roku, po upływie blisko dwudziestu lat (!) od sprzedaży zamku, jesteśmy wciąż w tym samym miejscu. W dalszym ciągu nie można wywłaszczyć właścicieli, a ogołocony z detali zabytek, który określony był jako obiekt o „dużych wartościach artystycznych i historycznych” te pierwsze w zasadzie stracił na zawsze. Zostały jedynie gołe mury z małymi wyjątkami. Czym kieruje się jeleniogórski konserwator zabytków w swoich „działaniach” ? Czy naprawdę od tylu lat nie potrafi przeprowadzić kilku, skutecznych postępowań administracyjnych ?


Drażliwy temat ?

Dnia 21 lipca 2009 roku stowarzyszenie „Monitoring” kieruje do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków – delegatura w Jeleniej Górze pismo:

Dotyczy ruin zamku we wsi Gościszów, gmina Nowogrodziec, pow. Bolesławiec.

Działając w oparciu o art. 31 § 1 pkt 1 kodeksu postępowania administracyjnego, wnosimy o wszczęcie postępowania administracyjnego w sprawie złego stanu zachowania, ruin zamku we wsi Gościszów, gmina Nowogrodziec, pow. Bolesławiec, wpisanego do rejestru zabytków. Jednocześnie zgodnie z art. 31 § 1 pkt 2, wnosimy o uznanie naszego stowarzyszenia jako strony w postępowaniu administracyjnym.

Ruiny niezwykle cennego zamku w Gościszowie od lat są niszczone przez wandali i czynniki atmosferyczne, z uwagi na brak stosownego zabezpieczenia substancji zabytkowej. Dewastacja i rozkradanie ruin nasiliły się po sprzedaży obiektu osobie prywatnej, która nie była w stanie zabezpieczyć go przed silnie postępującą degradacją, wandalami i licznymi kradzieżami detali architektonicznych. W chwili obecnej obiekt jest ogólnie dostępny, dewastowany, rozkradany i wykorzystywany jako wysypisko śmieci.

W związku z tak skandaliczną sytuacją prosimy, zgodnie z art. 2 ust. 1 Ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 r. ( Dz. U. Nr 112, poz. 1198), o udzielenie informacji, kiedy ostatnio jeleniogórska Delegatura Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu wydała nakaz natychmiastowego zabezpieczenia obiektu przez właściciela. Prosimy również o przesłanie informacji na jakim etapie znajdują się czynności, zmierzające do wywłaszczenia obecnego właściciela.

Równolegle zostają wysłane pisma (MKOZ/99/07/09, MKOZ/101/07/09 oraz MKOZ/85/07/09) dotyczące kościoła poewangelickiego w Żeliszowie i dworu renesansowego w Maciejowcu.

Odpowiedź w formie wezwania przychodzi 12 sierpnia 2009 roku z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu, podpisana przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu mgr inż. arch. Andrzeja Kubika:

Na podstawie art. 64§ 2 w zw. z art. 31 ustawy z dnia 14 czerwca 1660 r. Kodeks postępowania administracyjnego (tekst jednolity Dz.U. z 2000 r. Nr 98 poz. 1071 z późn. zm.) i art. 40 ust. I ustawy z dnia 7 kwietnia 1989 r. Prawo o stowarzyszeniach (tekst jedn. Dz. U. z 2001 r., Nr 79, poz. 85)

Pana Arkadiusz Gutkę zam…, do usunięcia braków podania:

1) z dnia 21 lipca 2009 r. L.dz. MKOZ/99/07/09, w sprawie wszczęcia postępowania administracyjnego dot. złego stanu zachowania ruin zamku w Gościszowie.

2) z dnia 21 lipca 2009 r. L.dz. MKOZ/101/07/09, w sprawie wszczęcia postępowania administracyjnego dot. złego stanu zachowania kościoła w Żeliszowie.

3) z dnia 21 lipca 2009 r. L.dz. MKOZ/85/07/09, w sprawie wszczęcia postępowania administracyjnego dot. złego stanu zachowania dworu w Maciejowcu.

poprzez przedstawienie do wglądu oryginału regulaminu Stowarzyszenia „Monitoring” ewentualnie odpisu uchwały członków Stowarzyszenia powołującego Pana jako uprawnionego do reprezentacji Stowarzyszenia w terminie 7 dni od daty doręczenia niniejszego wezwania, pod rygorem pozostawienia podania bez rozpoznania.

Przedstawiony przy piśmie z dnia 20 czerwca 2009 r., sygn. MKOZ/59/05/09 „Regulamin stowarzyszenia zwykłego „Monitoring”, potwierdzony przez Pana „za zgodność z oryginałem”, nie spełnia wymogu regulaminu stowarzyszenia o jakim mowa w art. 40 ustawy Prawo o stowarzyszeniach, bowiem z jego treści nie wynika, czy Stowarzyszenie utworzone zostało przez minimalną ilość osób wskazaną w ustawie, a także czy doszło do prawidłowego umocowania Pana jako reprezentanta Stowarzyszenia.

Organ administracji publicznej zgodnie z art. 31 K.P.A. zobowiązany jest do oceny, czy żądanie wszczęcia postępowania administracyjnego zostało złożone w imieniu organizacji społecznej przez należycie umocowany organ tej organizacji. Przedmiotowe umocowanie winno być wskazane poprzez dołączenie odpisu lub wyciągu z właściwego rejestru lub ewidencji, ewentualnie poprzez dołączenie odpisu uchwały podjętej przez jednostkę, dla której rejestr lub ewidencja nie są prowadzone. W związku z tym, że dla stowarzyszenia zwykłego nie jest prowadzony ani rejestr ani ewidencja, to zasadnym jest żądanie przez organ albo oryginału (do wglądu) regulaminu Stowarzyszenia zwykłego „Monitoring” albo uchwały powołującej Pana jako reprezentanta Stowarzyszenia.

Ani słowa o zamku, kościele, dworze. Za to skupiono się na aspektach prawnych dotyczących stowarzyszenia zgłaszającego nieprawidłowości. To obrazuje na czym skupia się uwaga urzędów konserwatorskich. Zabytki zeszły na drugi plan w obliczu formalności, a zgłaszający zostaje odebrany jako przeciwnik, którego słabe punkty należy obnażyć i sprowadzić do parteru. Odpowiedzi nie ma do dzisiaj.

Nadzieja ?

W styczniu 2011 roku w ramach akcji „Ratujemy Polskie Zabytki” do starosty bolesławieckiego zostały wysłane pisma w sprawie katastrofalnego stanu zabytku. Dość szybko nadeszła odpowiedź bo już po 3 dniach (19 stycznia 2011 r.).

Nawiązując do Państwa pisma z dnia 16 stycznia 2011 r., dotyczącego dewastacji zamku w Gościszowie, informuję, że powyższy obiekt jest własnością osoby prywatnej.

Biorąc pod uwagę Państwa sugestie, troskę o wspólne dobro historyczne a przede wszystkim walory turystyczne Powiatu Bolesławieckiego, zwróciłem się z oficjalnym pismem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Jeleniej Górze o przeprowadzenie kontroli stwierdzającej stan techniczny oraz sposób zabezpieczenia powyższego zabytku przez jego właściciela. O wynikach przeprowadzonej przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków kontroli, zostaną Państwo poinformowani odrębnym pismem.

Jednocześnie informuję, że podjąłem działania w zakresie opracowania 4 – letniego Programu Ochrony Zabytków Powiatu Bolesławieckiego oraz powołania powiatowej grupy roboczej do spraw ochrony zabytków.

a po niej kolejna (25.02.2011 r.):

Nawiązując do podniesionej przez Pana kwestii, dotyczącej dewastacji zamku w Gościszowie (pismo z dnia 10 stycznia 2011 r, informuje, że w wyniku podjętych działań (por. pismo Znak: BZK.4030 – 1/11, z dnia 19 stycznia 2011 r. ) ustalono, że właściciel w/w zamku będącą osobą prywatną zmarł.Jednocześnie informuję, że Wojewódzki Konserwator Zabytków wystosował zapytanie do Sądu Rejonowego w Bolesławcu czy toczyło się postępowanie spadkowe w w/w sprawie. Ponadto ustalono, że na właścicielu ciążył nakaz konserwatorski. Po ustaleniu spadkobierców możliwe będzie wszczęcie względem nich postępowania egzekucyjnego (przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków), celem wyegzekwowania stwierdzonego w decyzji obowiązku, który na nich przeszedł.

W obliczu poprzednich pism i bojów toczonych przez lata, wygląda na to, że historia zatacza koło. Właściciele z nakazem konserwatorskim, który ignorują od 20 lat (!) i co dalej ? Wywłaszczenie ? Nie wiemy, czy zostały wcześniej podjęte przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków radykalne środki, które by na to pozwoliły. Wygląda na to, że nie. Za to jest mowa o wszczęciu postępowania egzekucyjnego. Od 1992 roku jest upominanie, proszenie lub ignorowanie tego tematu. W tym czasie zamek został doszczętnie rozkradziony, zniszczony, zamieniony w wysypisko śmieci i pijacką melinę. Zostały jedynie gołe mury. Wypada zapytać kto jest winny całej tej sytuacji. Bo winnego w myśl ustawy trzeba wskazać. Został zniszczony zabytek, a w myśl ustawy „Kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5″. Winnych brak. Złodzieje nie zostali złapani, urzędnicy umyli ręce, a co gorsza bezczynnie przyglądali się agonii zamku zarzucając korespondencją. Tymczasem to nie jest koniec.

Jest rok 2011 a zamek w dalszym ciągu jest rozkradany i niszczony, co obrazuje poprzedni artykuł „Ponowny atak Hunów”. Wandale i złodzieje bezkarnie demolują ruiny, a reakcji na to nie ma żadnej. W dalszym ciągu odpowiedzialni za ochronę zabytków tylko się temu przyglądają.

Moja przygoda z zamkiem w Gościszowie

Wszystko zaczęło się bardzo dawno, jakieś 30 lat temu. Jeszcze w czasie studiów. Miałam wybrać sobie temat całorocznej pracy seminaryjnej ze sztuki nowożytnej. Była wprawdzie lista tematów obejmująca zarówno zabytki śląskie jak i polskie z zakresu architektury a także pozostałych sztuk, ale mnie ona nie odpowiadała. Kryteria pracy były jasno określone: temat musiał obejmować interpretację jakiegoś programu rzeźbiarsko – malarskiego, a więc zawierać jakiś „problem” do rozwiązania. Moje zaś kryteria też były jasne: musiał to być obiekt architektury rezydencjonalnej, koniecznie z Dolnego Śląska i najchętniej w ruinie, żeby można było wejść w każda dziurę i żeby nikt na mnie krzywo nie patrzył. No a takich obiektów jest tu przecież pod dostatkiem.

Zaczęłam od przeglądania dostępnych, ale bardzo nielicznych jeszcze wtedy, opracowań ze zdjęciami. Wtedy podstawową pracą były „Zamki śląskie” Bohdana Guerquina, profesora architektury Politechniki Wrocławskiej i niekwestionowanego znawcy zamków średniowiecznych. Tam zobaczyłam pierwsze zdjęcia z Gościszowa. Wszystko pasowało: zamek, ruina, jakiś renesansowy detal., a do tego brak polskich (a jak się później okazało także niemieckich) opracowań – i o to mi chodziło. Wypadało tam pojechać. Pojechałam z bratem jego starą, ledwie trzymającą się drogi syrenką, jak się potem okazało wiele razy przemierzaliśmy tę drogę, w najróżniejszych porach roku. Pierwsze wrażenie było niesamowite. Ruiny były podobnie zarośnięte jak dzisiaj, tylko nie było tylu śmieci. Trudno było przejść, nawet murów nie było widać wyraźnie spośród 1,5 metrowej wysokości zieleni – istny „zamek śpiącej królewny”. Za to co za detale, ile rzeźb całych i we fragmentach, leżących pod murami i w trawie. W fosie od strony parku rozmakały w błocie barokowe rzeźby, które spadły z mostu. Dokoła leżały porozbijane fragmenty, na których ktoś wyraźnie trenował swoją siłę. Pod murem od strony ulicy leżały fragmenty dwóch trytonów, które spadły ze szczytu., pełno barokowych balustrad i utrąconych kul wieńczących je niegdyś. Wchodziliśmy do fosy, grzęznąc po kostki w lepkiej mazi, żeby sfotografować rzeźby, a niektóre z nich tak były nasiąknięte wodą, że kamień ustępował pod naciskiem palca. Dokoła walające się fragmenty rzeźbiarskie, tułowie, głowy, kosze owocowe, wazy… . Nie wiem czy ktoś do nich strzelał, czy rozbijał czymś ciężkim, ale patrząc na nie czułam niemal fizyczny ból. Mogłam je zabrać, ale wdawało mi się to wtedy świętokradztwem. Na dziedzińcu zamkowym leżały ledwo widoczne, zarośnięte mchem, dwa wspaniałe neogotyckie kapitele i fragment jakiejś wazy. Wewnątrz ruin znalazłam fragmenty zielonych i brązowych kafli piecowych. Z wielkim strachem zeszłam do piwnic, zamienionych na wychodek aby tam odkryć dwa gotyckie portale. Wrażenia były niesamowite i już wiedziałam, że to właśnie ten zamek będzie tematem mojej pracy. Nie sądziłam jednak, że zdominuje wszystkie moje zainteresowania na wiele, kolejnych lat.

Pracę napisałam jak umiałam, bez oparcia w innych opracowaniach, których po prostu nie było, a nawet bez dokładnego planu architektonicznego, którego też jeszcze wtedy nie było. Kiedy przyszedł czas na wybór obiektu do pracy magisterskiej chciałam koniecznie dalej kontynuował ten temat. Ale tu mój profesor i promotor zaoponował stwierdzając, że to przecież ruina, dekoracja owszem wspaniała, ale w większości niezachowana, brak źródeł itp. no więc o czym dalej chcę właściwie pisać. Ja jednak byłam absolutnie nieugięta. Im bardziej namawiał mnie na wybór innego obiektu, tym bardziej upierałam się przy swoim. Spór trwał przez kilka tygodni, wywołując na zajęciach ogólne rozbawienie. W końcu mój promotor ustąpił..

Teraz się dopiero zaczęło. Niemal w tym samym roku, gdy ja pisałam swoją pracę, na terenie ruin gościszowskich rozpoczęły się prace prowadzone na zlecenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków przez studentów Wydziału Historii Architektury Politechniki Wrocławskiej. Przede wszystkim zaczęli oni od usunięcia z terenu ruin całej dzikiej roślinności, odsłaniając wreszcie po raz pierwszy (i zarazem ostatni) wszystkie mury. Potem wykonywali przez wiele miesięcy pomiary i pierwsze, dokładne plany architektoniczne. Snuli się po całej wsi i chyba nawet byli przyjaźnie traktowani przez mieszkańców.

Tymczasem ja nieustannie próbowałam znaleźć jakieś informacje o zamku, natrafiając stale na pustkę. Wymyśliłam więc sobie, że może w kościele są jakieś nieznane źródła – naiwnie sądząc, że coś znajdę. Ówczesny, tamtejszy proboszcz nic nie wiedział. nie był też raczej specjalnie życzliwy, ale rzucił mi przez ramię informację, że do księdza z Ocic przyjeżdżał podobno jakiś dawny pastor z Gościszowa i może on coś wie. Daleko nie było więc pełna nadziei udałam się do tegoż księdza. Ten machnął ręką, że nic nie wie, ale że miałam bardzo zawiedzioną minę przyznał po chwili, że faktycznie był u niego jakiś pastor i podał mi z pamięci jego adres: Hans Klein, Berlin Zachodni, ul Rosenstrasse 13.

Napisałam list i czekam, czekam. Mija miesiąc, potem drugi, więc pomyślałam, że nic z tego nie będzie. Aż tu nagle dostałam list, tylko pastor nazywał się Hellmut, mieszkał w Berlinie Wschodnim i nie na ul. Rosenstrasse tylko na Rotherstrasse. Wspaniały, życzliwy i ciepły człowiek, którego potem poznałam osobiście, był pastorem maleńkiej parafii w Berlinie. Wysoki, bardzo przystojny, prawie łysy, grał pięknie na skrzypcach, a jego żona – przemiła siwa pani, która niegdyś musiała być bardzo piękna, grała na fortepianie. Wspaniale gotowała (szczególnie wypiekała ciężkie, niemieckie ciasta z ogromną ilością bitej śmietany) i stwarzała niesłychanie ciepłą atmosferę wokół siebie. Pewnego dnia, zaproszeni przeze mnie i moją rodzinę, przyjechali swoim trabantem do Gościszowa, z pewną obawą (przed mieszkańcami) poruszali się po znajomych miejscach, a pastorowa z ogromnym wzruszeniem opowiadała drobne fakty z dziejów zamku, a także m.in. w którym przewodzie kominowym schowały z właścicielką, tuż przed ucieczką, trochę sreber – nie muszę chyba mówić, że więcej w nim było dziur niż cegieł. To co udało im się zabrać z sobą zostało im potem skradzione w czasie ucieczki, już w Czechach.

Przez pastora poznałam syna ostatnich właścicieli zamku, barona Friedricha Karla v.Eggelinga, który wówczas mieszkał na terenie Berlina Zachodniego. Ten także okazał się niezwykłym człowiekiem, pogodzonym z utratą rodowego majątku, bez jakichkolwiek uraz, do tego, jak jego pokolenie, z poczuciem winy za wybuch wojny, chociaż przecież on sam był wtedy jeszcze prawie dzieckiem. Przez wiele miesięcy korespondowaliśmy, a baron chętnie pomagał mi, odgrzebując z zakamarków swojej pamięci wszystko co sobie jeszcze przypominał, przesłał mi też swoje rodzinne zdjęcia zamku, opowiadał jak siadał na moście od strony parku gdy wybierał się ze swoją dziecięcą dwururką na polowanie „na ptaki”, opisywał na której kolumnie wyrył swoje inicjały, otrzymując za to lanie od ojca, opowiadał jak matka założyła w ogrodzie rosarium i jak hodowała kwiaty w oranżerii, a potem ustawiała je w wielkich donicach wokół zamku i jak on hodował w jednym z pomieszczeń zamkowych ozdobny drób. Opisywał nawet takie szczegóły, jak to podłoga w pokojach od strony fasady była tak krzywa, że ustawiona przy jednej ścianie piłka za chwilę była przy ścianie przeciwległej, opisywał kolory tapet czy wyposażenie kaplicy. Dawny, wymarły świat, który wygrzebywał z niepamięci, ale jak bardzo ożywiał moją wiedzę o zamku. Rysował mi też i dokładnie i opisywał rozkład i przeznaczenie pomieszczeń, a także opisywał jakie cenne wyposażenie posiadały i który z jego przodków się do tego przyczynił. Opowiadał też o rodzinnych uroczystościach, a ja czułam, że otwierały się przy tym blizny w jego wspomnieniach i fakty które wolał zapomnieć. Otrzymał egzemplarz mojej pracy wraz z kompletem zdjęć, które pastor przemycał z wielkim strachem, pod płaszczem, do Berlina Zachodniego.

Jednocześnie co jakiś czas jechałam ponownie do zamku skonfrontować fakty i wykonać nowe zdjęcia. Mój brat, żeby mi pomóc, urządził w mieszkaniu własną ciemnię, stąd nie musiałam oszczędzać na ilości zdjęć. Wpadło mi też do głowy aby poprosić profesora Guerquina o pomoc przy datowaniu murów średniowiecznych, z czym sobie kompletnie nie mogłam poradzić. Bardzo przejęta, w końcu tylko studentka, a on bardzo znana persona, poprosiłam go o konsultacje. Profesor, bardzo życzliwy i chętny do pomocy, przyjął mnie w maleńkim pokoiku (mieszkał w bloku), po sam sufit wypełnionym książkami o tematyce zamkowej. Byłam zaszokowana, gdy zaproponował, że bardzo chętnie pojedzie z nami do Gościszowa, którego jak się okazało, nie znał z autopsji (!), a pisał o nim na podstawie opracowań niemieckich oraz zdjęć, zwożonych mu przez studentów, podróżujący na rowerach (!) po Dolnym Śląsku (były to wszak lata 50-te). Z tego właśnie powodu w jego książce zostało błędnie zamieszczone (o czym wtedy nawet nie wiedział) zdjęcie portalu z Piotrowic Świdnickich, zamiast z Gościszowa. Może nie byłoby w tym pragnieniu nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, ze profesor był już bardzo wiekowy, sparaliżowany jednostronnie i poważnie chory na serce. Mimo kategorycznego zakazu swojej żony, zapakował się wraz z laseczką. ze swoją awaryjną piersiówką koniaku i pastylkami z nitrogliceryną w naszą syrenkę i pojechaliśmy, my w wielkim strachu, żeby coś się nie przydarzyło po drodze, albo w samych ruinach. Profesor, który chyba od dawna nigdzie nie był w terenie, biegał po ruinach zamkowych, jakby był o 30 lat młodszy, a nawet zażyczył sobie zwiedzić parę obiektów po drodze.

Był rok 1980, gdy ukończyłam pracę, po 1.5-rocznym pisaniu. Okazała się niezła, została wydrukowana w streszczeniu i spowodowała, że zamek w Gościszowie został odkryty niejako „na nowo” i powrócił na swoje miejsce w historii sztuki. Po kilku latach zmarł pastor, a potem jego żona. W latach 90-tych skontaktował się ze mną ich syn, który jako architekt, prowadzący dużą firmę, chciał znaleźć sponsorów i zainicjować kupno i remont zamku wraz przyległym terenem i przekształcenie go w kompleks hotelowy z polami golfowymi. Przywiózł ze sobą prawnika i gotowy, bardzo nowatorski projekt odbudowy. Wszystko miało zostać zrealizowane w ciągu 6 lat (!). Kompetentne do rozmów urzędy były zachwycone , ale w międzyczasie zamek zmienił właściciela i nic już nie dało się zrobić. Ten nowy „pan na zamku” stał się niestety przysłowiowym „gwoździem do jego trumny”.

Po studiach podjęłam pracę i nie zajmowałam się zamkiem, potem poważnie zachorowałam. Wtedy ponownie powróciłam do tego tematu, odkrywając, że przecież są jeszcze ogromne obszary, które są zupełnie nieznane. Potężnym impulsem było dla mnie odkrycie, że istnieje (uważany za zaginiony) portret najwybitniejszego właściciela zamku Caspara v.Warnsdorffa. Kolejne 10 lat studiowałam źródła, wertowałam tysiące stron najrozmaitszych tekstów, cale mnóstwo rękopisów i starodruków, zasięgałam informacji w muzeach i bibliotekach niemieckich i czeskich. Moje wiadomości pęczniały. W końcu doszło do napisania książki o zamku i jego mieszkańcach, a potem kilka lat dobijania się o jej wydrukowanie. Nie sądzę, żebym coś jeszcze potrafiła dodać do tego tematu. Moje marzenie o wydaniu książki się spełniło i nie oczekuję już chyba niczego więcej ponad to, żeby zamek pozostał w ludzkiej pamięci taki, jak był kiedyś.



Małgorzata Stankiewicz
„Gościszów – dzieje zamku”