Zamek w Gościszowie (dawny Giesmansdorff), niedaleko Bolesławca, to jeden z licznych zabytkowych obiektów Dolnego Śląska, które zostały zniszczone podczas ostatniej wojny światowej. Natomiast po roku 1945 ludzka bezmyślność, niefrasobliwość i wieczna „niemożność” urzędów, a wreszcie niedoskonałość prawa doprowadziły do jego całkowitej ruiny. Odtwarzając i utrwalając dzieje zamku gościszowskiego i jego mieszkańców, pragniemy przynajmniej część historii uratować i zachować w ludzkiej pamięci. W tym przypadku, a także wielu innych, jest to już jedyny sposób na przetrwanie dziedzictwa śląskiej historii i sztuki.

dzisiaj

Zamek w Gościszowie został zbudowany w taki sposób, aby oddziaływał „psychologicznie” na odwiedzającego. Niesymetryczna fasada, nieregularne rozmieszczenie elementów architektonicznych, nawet przesunięcie w bok portalu głównego powodowały pozorny brak porządku, który dodawał tej budowli dynamiki. Ci którzy widzieli zamek w czasach świetności wspominają, że był on jakby „w ruchu”. Te odczucia potęgowały oddane w tym samym klimacie elementy rzeźbiarskie, oraz otoczenie zamku fosą, powiększoną od strony głównej drogi w postaci stawu. Całość odbijała się w wodzie i tworzyła prawdziwie magiczne wrażenie.

Niestety, nie dane nam będzie zobaczyć tego wszystkiego na własne oczy. Zamek spłonął w 1945 roku w wyniku pomyłki niemieckiego lotnika, który przypadkowo go zbombardował. Spłonął razem ze swoim wyposażeniem, zawalił się jeden ze szczytów, runęły dachy, jednak jego dzisiejszy obraz nie jest wynikiem tego nieszczęśliwego wydarzenia. Jeszcze w latach 50-tych stała wypalona, jednak zachowana w niezmienionym kształcie bryła nadająca się do odbudowy. W latach późniejszych nastąpiła dewastacja i niszczenie tego co ocalało. Wandale rozbijali zamkowe mury i zabytkowe rzeźby, a swoje dołożył upływający czas i brak zainteresowania ze strony władz. Przed główną fasadą powstał dom jednorodzinny, a pawilony ogrodowe stały się rupieciarniami dla mieszkańców. Prawdziwa grabież nastąpiła po 2000 roku, kiedy skradziono wszystko co jeszcze ocalało. Zniknął piękny portal, opaski okienne, detale architektoniczne, a nawet rozbite fragmenty rzeźb. Zostały gołe mury pokryte bujną roślinnością i trzeba się wykazać ogromną wyobraźnią, żeby skojarzyć piękną budowlę z archiwalnych zdjęć z tym co widzimy na własne oczy. Na domiar złego jeszcze w 2009 roku ruiny były opanowane przez miejscowych lumpów, którzy znaleźli spokojny azyl do spożywania napojów wyskokowych oraz załatwianiu podstawowych potrzeb fizjologicznych. Okolice zamku tonęły w śmieciach wśród których dominowały opakowania po tanich winach oraz puste butelki. Wejście na dziedziniec było praktycznie niemożliwe ze względu na panujący tam gąszcz krzaków, z tego samego powodu nierealne jest zobaczenie obiektu w miesiącach letnich z zewnątrz. Wypada jednak odwiedzić to magiczne miejsce, żeby poczuć prawdziwą historię, która wprawdzie przeminęła ale zamkowe mury jeszcze trwają, a razem z nimi fragment wspaniałych dziejów Śląska.