Zamek w Gościszowie (dawny Giesmansdorff), niedaleko Bolesławca, to jeden z licznych zabytkowych obiektów Dolnego Śląska, które zostały zniszczone podczas ostatniej wojny światowej. Natomiast po roku 1945 ludzka bezmyślność, niefrasobliwość i wieczna „niemożność” urzędów, a wreszcie niedoskonałość prawa doprowadziły do jego całkowitej ruiny. Odtwarzając i utrwalając dzieje zamku gościszowskiego i jego mieszkańców, pragniemy przynajmniej część historii uratować i zachować w ludzkiej pamięci. W tym przypadku, a także wielu innych, jest to już jedyny sposób na przetrwanie dziedzictwa śląskiej historii i sztuki.

"Ziemia Lubańska" o Gościszowie

Dwutygodnik „Ziemia Lubańska” nr 9 (416) 2011 r. zamieścił artykuł „Walczą o zamek” następującej treści:

Gościszów to urokliwa wioska położona 12 km od Lubania. Jednak cały czar miejscowości burzą ruiny „Zamku na Wodzie”, które powinny być perełką turystyczną gminy Nowogrodziec, w skład której wchodzi gościszowskie sołectwo. 

Powinny być, jednak nie są. Zrujnowany niegdyś przepiękny zamek teraz służy jako wysypisko śmieci, miejsce libacji alkoholowych i delikatnie mówiąc – niezbyt wybrednych zabaw młodzieży.
Zamek w Gościszowie niedaleko Lubania, którego historia sięga XIV wieku, to jeden z licznych zabytkowych obiektów Dolnego Śląska, który został częściowo zniszczony podczas działań wojennych. Mógł zostać wyremontowany, jednak po roku 1945 ludzka bezmyślność, niefrasobliwość i wieczna „niemożność” urzędów, a wreszcie niedoskonałość prawa, doprowadziły do jego całkowitej ruiny. Teraz o zachowanie tego co zostało toczy bój Arkadiusz Gutka ze stowarzyszenia ,,Monitoring”. Walczy od kilku lat wspólnie z kolegami. Ślą pisma z prośbami o zabezpieczenie, listy, petycje, raporty pokontrolne. Nic jednak z tego nie wynika, bowiem zamek ma właściciela. A właściwie miał, bo ten od lat nie żyje, a jego rodzina wydaje się być niezainteresowana losami posiadłości. Urzędnicy wszelkiego szczebla umywają ręce bo to prywatna własność, więc nic im do tego.

- Mieszkam tu od 1947 roku, wtedy w komnatach wisiały jeszcze żyrandole, a niezniszczonej w czasie wojny części zamku mieszkali jeszcze jacyś Niemcy. Teraz to jedna wielka ruina – opowiada Zbigniew Szulc, mieszkaniec przyległego do zamku niewielkiego folwarku.

Istotnie. Oranżeria zamieniła się w zwykłą stodołę, fontanna, czy rzeźby zostały zniszczone, a przed fasadą pałacu wybudowano dom mieszkalny. Po 2000 roku nastąpiła wielka grabież tego co pozostało. 

- Zniknęły balustrady, bogato zdobiony portal, resztki rzeźb i wiele innych detali. Zamek tonie w śmieciach, jest regularnie dewastowany i rozkradany, stał się miejscem spotkań miejscowych pijaków. Już niedługo runą mury rozsadzane przez samosiejki lub zostaną rozebrane jak parkowe pawilony, czy niektóre budynki gospodarcze. A jeszcze w latach 80 istniały plany odbudowy, które w zasadzie pozostają aktualne. Więc uważam, że jeszcze jest co ratować - mówi Arkadiusz Gutka.
Jeszcze w marcu członkowie stowarzyszenia przeprowadzili kolejną kontrolę stanu zachowania zabytku. Okazało się, że ruiny zamku w dalszym ciągu nie są należycie zabezpieczone i bezustannie narażone na dewastację. 

- Zamek jest nadal rozkradany z pozostałych w nim detali architektonicznych, czy nawet materiałów budowlanych w postaci regularnych ciosów kamiennych. Ujawniliśmy również wykute i rozbite, w wyniku upadku z dużej wysokości, renesansowe detale architektoniczne, które zapewne w ten sposób przygotowane zostały do wywozu. Ponadto stwierdziliśmy kradzież kamiennych fragmentów balustrad oraz płyt z mostów zamkowych -kontynuuje Arkadiusz Gutka.

Dzięki determinacji stowarzyszenia ten stan rzeczy może ulec zmianie. Pod koniec kwietnia w ruinach „Zamku na Wodzie” odbyło się spotkanie mieszkańców, straży miejskiej z Nowogrodźca, policji, OSP i Rady Sołeckiej z przedstawicielami „Monitoringu”. Okazało się, że dla chcącego nic trudnego. Sołtys Zenon Szynka zobowiązał się, że wraz z Radą zabezpieczy najcenniejsze detale architektoniczne. Stowarzyszenie wykona pełną dokumentację fotograficzno – techniczną ruin. Zostaną również wycięte drzewa samosiejki, a całość uprzątnięta. Policja i straż miejska będą również, w miarę możliwości, doglądać tego miejsca. 

- Widać że tym ludziom zależy, aby zabytek jakoś wkomponował się w tę śląską wieś. Myślę, że wspólnymi siłami jesteśmy w stanie uratować to co zostało z zamku –przekonuje Arkadiusz Gutka.
Ale chce także złożyć zażalenie na urzędników, którzy na spotkanie nie przybyli.

- Należy w tym miejscu dodać, że zaproszone osoby, pełniące ważne funkcje publiczne, nie zostały zwolnione z zapisów przestrzegania ustawy zasadniczej, zatem mają obowiązek zgodnie z art. 5 Konstytucji RP strzec dziedzictwa narodowego. Dlatego też, Stowarzyszenie „Monitoring” postanowiło skierować skargi na bezczynność urzędników państwowych, w związku z brakiem odpowiedzi na pisma, które dotyczyły propozycji spotkania w sprawie ratowania niezwykle cennego zamku we wsi Gościszów – mówi Arkadiusz Gutka.


www.zl.lubań24.pl

„Planowane podjęcie natychmiastowych prac”

W sprawie zamku w Gościszowie WUOZ w Jeleniej Górze przysłał pismo (z dnia 26 kwietnia 2011 (sygnowane datą 19 kwietnia 2011)) tej treści:

Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków we Wrocławiu Delegatura w Jeleniej Górze w odpowiedzi na Państwa pismo informuje, że stan zabytkowego zamku w Gościszowie jest nam znany i nie widzimy potrzeby spotkań na miejscu.

Podstawowym problemem w tym wypadku jest nieuregulowana sytuacja prawna i brak oficjalnego właściciela.

Niezależnie od tego planujemy podjęcie natychmiastowych prac mających na celu zabezpieczenie pojedynczych elementów detalu architektonicznego, które znajdują się na terenie przyległym do pałacu.


Niestety. Natychmiastowe działania pozostały w dalszym ciągu w planach. W związku z tym stowarzyszenie Monitoring skierowało do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Jeleniej Górze, na ręce p. Wojciecha Kapałczyńskiego pisma następującej treści:

Dotyczy zamku we wsi Gościszów, gmina Nowogrodziec, pow. Bolesławiec,

wpisanego decyzją z dnia 3 czerwca 1957 roku, do rejestru zabytków pod nr 451, zlokalizowanym na działce nr 405/17.

Informujemy, że dnia 2 maja 2011 r. ponownie przeprowadziliśmy kontrolę stanu zachowania zabytków we wsi Gościszów, gmina Nowogrodziec, powiat Bolesławiec. W wyniku podjętych działań ustaliliśmy, że ruiny zamku w Gościszowie, w dalszym ciągu nie są należycie zabezpieczone i bezustannie narażone na dewastację oraz rozkradanie pozostałych w nich jeszcze detali architektonicznych, czy nawet materiałów budowlanych w postaci regularnych ciosów kamiennych.

Z przykrością stwierdziliśmy, że wykute i rozbite w wyniku upadku z dużej wysokości renesansowe detale architektoniczne, które zapewne w ten sposób przygotowane zostały do kradzieży, w dalszym ciągu nie zostały zabezpieczone, pomimo wcześniejszego zobowiązania Kierownika Jeleniogórskiej Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu, które zawarte zostało w piśmie o znaku ZN-IE-075-17/11, otrzymanym w dniu 26 kwietnia 2011 roku.

W związku z tym, jeszcze raz wnosimy o przyśpieszenie działań do których zobowiązał się Pan w w/w piśmie.

___

W nawiązaniu do pisma z dnia 19 kwietnia 2011 r., znak ZN-IE-075-17/11, działając zgodnie z art. 2 ust. 1 Ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 r. ( Dz. U. Nr 112, poz. 1198), wnosimy o przesłanie informacji na temat obecnej sytuacji prawnej ruin zamku w Gościszowie. Ponadto, wnosimy o przesłanie informacji z podjętych przez Jeleniogórską Delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu działań, w sprawie w/w obiektu zabytkowego.
___

Działając w oparciu o art. 31 § 1 pkt 1 kodeksu postępowania administracyjnego, ponownie wnosimy o wszczęcie postępowania administracyjnego w sprawie złego stanu zachowania, ruin zamku we wsi Gościszów, gmina Nowogrodziec, pow. Bolesławiec, wpisanego do rejestru zabytków. Jednocześnie zgodnie z art. 31 § 1 pkt 2, wnosimy o uznanie naszego stowarzyszenia jako strony w postępowaniu administracyjnym.

Ruiny niezwykle cennego zamku w Gościszowie od lat są niszczone przez wandali i czynniki atmosferyczne, z uwagi na brak stosownego zabezpieczenia substancji zabytkowej. Dewastacja i rozkradanie ruin nasiliły się po sprzedaży obiektu osobie prywatnej, która nie była w stanie zabezpieczyć go przed silnie postępującą degradacją, wandalami i licznymi kradzieżami detali architektonicznych. W chwili obecnej obiekt jest ogólnie dostępny, dewastowany, rozkradany i wykorzystywany jako wysypisko śmieci.

W związku z tak skandaliczną sytuacją ponownie wnosimy, zgodnie z art. 2 ust. 1 Ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 r. ( Dz. U. Nr 112, poz. 1198), o udzielenie informacji, kiedy ostatnio jeleniogórska Delegatura Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu wydała nakaz zabezpieczenia obiektu przez właściciela, oraz kiedy dokonano ostatniej kontroli obiektu zabytkowego .

Mamy nadzieję, że tym razem Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków wykaże się szybką i stosowną do skali problemu reakcją, a jego działania pójdą w kierunku ratowania gościszowskiego zamku przed dalszym niszczeniem.


Bezcenna melina

W kwietniowych Nowinach Jeleniogórskich ukazał się artykuł autorstwa Zbigniewa Rzońcy p.t. „Bezcenna melina”, dotyczący zamku w Gościszowie:


W oczach ginie jeden z najcenniejszych zabytków na Dolnym Śląsku – gościszowski zamek. Został rozszabrowany, a po jego murach biega młodzież. Rzuca w turystów kamieniami, zabiła też psa mieszkającego obok mężczyzny.

Arkadiusz Gutka, szef stowarzyszenia „Monitoring”, które zrzesza miłośników zabytków, zorganizował w Gościszowie spotkanie wszystkich, od których zależy los zamku. Nie zjawiły się jednak na nim ani dzieci ostatniego właściciela, ani przedstawiciele bolesławieckiego starostwa. Nie przyjechał także nikt ze służb konserwatorskich. Było to tyle ważne, że Gutka właśnie tę ostatnią instytucję oskarża o zaniedbania, które w konsekwencji doprowadziły zamek do ruiny.

Generalny Konserwator Zabytków wydał w 1992 roku zgodę na to by zamek został sprzedany – mówi Arkadiusz Gutka – Nieoficjalnie dowiedziałem się, że mieszkaniec Bolesławca kupił go za trzy ówczesne pensje…

Zenon Szynka, sołtys Gościszowa, opowiada, że w 1999 roku właściciel, który był już wówczas w bardzo podeszłym wieku, zorganizował we wsi spotkanie. Obiecał na nim, że milenijny Sylwester odbędzie się już na częściowo odremontowanym dziedzińcu. Z perspektywy czasu widać, że była to czcza obietnica.

- Ten pan praktycznie nigdy tu nic nie robił – przekonuje Zbigniew Szulc, który od 1946 roku mieszka w budynku przylegającym do zamku – Biegał tu tylko z urządzeniem do poszukiwania skarbów i nic więcej. Raz wydłubał dziurę w murze i chyba coś z niej wyjął. Tyle…

Zbigniew Szulc pamięta, gdy część budowli była zadaszona. W pomieszczeniach wisiały piękne żyrandole, stały meble. Powoli jednak wszystko rozkradano. Kiedy zabytek kupował mieszkaniec Bolesławca, stanowił on już ruinę.

- No nie taką jak obecnie, ale jednak ruinę – twierdzi.

Arkadiusz Gutka mówi, że przez niemal dwadzieścia lat od sprzedaży zamku, służby konserwatorskie niewiele zrobiły by zmusić nabywcę do prac remontowych. Kiedy więc starosta bolesławiecki postanowił rozpocząć procedurę wywłaszczeniową, nie mógł tego uczynić.

- W sądzie musiałby się okazać dokumentami potwierdzającymi to, że właściciel o zamek nie dbał – tłumaczy – Chodzi o nakazy, upomnienia, mandaty i tak dalej. Nie było tego jednak i starosta w praktyce nie mógł nic zrobić.

W roku ubiegłym właściciel zamku zmarł. Jego córki nie przejęły jeszcze po nim spadku. Nawet nie wiadomo, czy się na to zdecydują. Dziś sytuacja jest zatem dziwna – budowla praktycznie nie ma właściciela.

Zamek pochodzi z XIII wieku – mówi Arkadiusz Gutka – Jest jedynym w swoim rodzaju. Drugiego podobnego do niego nie ma. To stanowi właśnie o jego wartości.

Tymczasem brak zabezpieczenia ruiny, choćby zwykłym płotem spowodował, że została ona rozkradziona. Szabrownicy połakomili się nie tylko na elementy łatwo dostępne. Ostatnio ukradli nawet zamontowane na wysokości około 10 metrów renesansowe opaski okienne. Wcześniej ukradli między innymi: kolumny, półkolumny, portale, stopnie schodowe, bazy i głowice kolumn, płyty posadzkowe, balustrady, fragmenty rzeź oraz obudowę fontanny.

- Teraz wieczorami i w nocy po zamku chodzi młodzież – mówi Zbigniew Szulc – Zrobili sobie nawet drabinki ze sznurów, po których wchodzą na mury. Tu ciągle coś spada, coś się rozsypuje. Kiedyś zginą ludzie i wtedy dopiero podniesie się krzyk i rozpocznie szukanie winnych.

Podobnie uważa dyrektor sąsiadującej z zamkiem przez drogę szkoły podstawowej, Małgorzata Potocka.

- Boję się o swoich uczniów – przyznaje – Choć po murach biegają gimnazjaliści, to przecież niewiele trzeba, by zaczęli robić to także ich młodsi koledzy. Pisałam w tej sprawie różne petycje do władz, ale bezskutecznie.

Zbigniew Szulc pokazuje miejsca po ogniskach. Uważa, że palone są w pomieszczeniach, które w każdej chwili mogą się zawalić. Poza tym twierdzi, że młodzież mu dokucza.

- Z murów rzucają we mnie i mój dom kamieniami – opowiada – Zabili mi także psa.

Na stronie internetowej poświęconej historii zabytku pojawił się też taki wpis: „Pochodzę z tej miejscowości i jest mi przykro i wstyd za to co się dzieje z tym zamkiem. On już niszczeje od dawna ale to co się zaczęło od momentu „zakupu” tego zamku przez prywatnego „inwestora” ( bardzo starszego pana, który już chyba nie żyje)i obecnie to woła o pomstę do nieba. Ludzie wolą nic nie widzieć i nic nie słyszeć, tym bardziej, że ostatnimi czasy „najeżdżały” na tę miejscowość „bemki” i inne „wypasione” samochody z „wypakowanymi” panami, którzy potrafili wpaść do prywatnych domów i pobić domowników. Organy ścigania również działają jak działają. Niestety,osobiście nie bardzo wierzę, że coś się jeszcze da uratować. No ale może stanie się jakiś cud…”